piątek, 8 września 2017

w dzień Jego 40. urodzin.


O 6 rano w dzień Jego 40. urodzin padał deszcz. Usłyszałam ciężki stukot deszczowych kropli uderzających o szyby. Nie obudziły mnie niestety pierwsze promienie wrześniowego złotego słońca, które tak lubię o tej porze roku. Obudził mnie miarowy szum wody spływającej z dachu na poszarzałą od długotrwałej ulewy trawę. Pierwszy raz od bardzo dawna nie usłyszałam budzika, a nawet gdybym usłyszała, to i tak udawałabym, że się zepsuł. Aby tylko poleżeć w ciepłej kołdrze kolejne 5 minut. I kolejne. I kolejne też.

O 6 rano w dzień jego 40. urodzin ciężkie chmury zasnuły całe niebo i przez dłuższą chwilę zastanawiałam się czy to jeszcze noc, czy już dzień. Naciągnęłam kołdrę pod sam nos i udawałam, że mnie nie ma. Zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się w dźwięki dochodzące zza okna. Dźwięki, które naprawdę bardzo lubię, ale nie wtedy, kiedy jest 6 rano i kiedy wiem, że już jestem spóźniona. Kiedyś w taki właśnie poranek wyskoczyłabym z łóżka na chwil parę, tylko po to, żeby zaparzyć aromatyczną, gorącą kawę w największym kubku jaki mam, tym z myszką, i wróciłabym pod ciepłą kołdrę z książką. Zainstalowałabym się tak na kolejną godzinę lub dwie. A potem wstałabym, przeciągając się leniwie i zastanawiając się jaki żel pod prysznic wezmę ze sobą do łazienki tym razem. Pewnie wybrałabym pomarańczowy. Jak zwykle o tej porze roku.

O 6 rano w dzień jego 40. urodzin poranną kawę wypiłam w biegu, na stojąco, chociaż bardzo tego nie lubię. Zaspałam, więc czas na spokojne wypicie kawy rozpłynął się nie wiadomo kiedy i gdzie. Pomiędzy szykowaniem kanapek z żółtym serem na drugie śniadanie dla Starszej a zakładaniem skarpetki na dwuletnią fikającą stópkę (kto przeżył ten wie, że to nie jest takie proste), nastawiłam wodę na kawę dla Niego i pokroiłam chleb na grzanki. W tym czasie nasze córki w pokoju obok rysowały w wielkiej tajemnicy (która tajemnicą była tylko dla nich ;) ) urodzinowy obrazek dla Taty. To znaczy Starsza rysowała, a Małej wydawało się, że rysuje. Stawiała kropki i kreski, komentując pod nosem, że to tata. To najpiękniejszy tata na świecie jest- pomyślałam patrząc z czułością na zbiorowisko nieskładnych kropek i kresek. Nie wiem co te dzieciory ze mną robią, że kilka ruchów kredką potrafi wzruszyć mnie do łez.

A potem wyprawiłam Starszą do szkoły, odpowiadając przy okazji na sto tysięcy bardzo ważnych pytań, zapewniając, że nie, nie ma dzisiaj pogody na sandały i krótki rękaw i tak, herbata w termosie na odpowiednią temperaturę. Pomachałam na do widzenia, wzięłam Małą pod pachę i zaniosłam Mu te grzanki. Wraz z Małą, żeby pokokosiła się jeszcze z tatą, zanim ten pójdzie do roboty. Z cynamonem i czekoladą. To znaczy grzanki z tym cynamonem, nie Mała. Urodzinowo tak. Pomyślałam, że koniecznie muszę napisać o tym posta w wolnej chwili. O tym, jak ogarnąć rzeczywistość o 6 rano w ciągu 20 minut. Tylko, że to post poradnikowy powinien być, a ja zasadniczo kiepska w dawaniu porad jestem. Więc lepiej odpuszczę.

Później wyszło słońce. To złote, wrześniowe, które tak lubię. Kolory zagrały na drzewach, w kroplach deszczu na szybach pojawiła się tęcza. Sto miliardów mikroskopijnych tęcz. Kalejdoskop na mojej własnej kuchennej szybie. Zapachniało jesienią. Liśćmi i wilgotną ziemią. Zapach mokrego wrześniowego poranka wymieszał się z zapachem cynamonu, czekolady i kawy, która jakimś cudem nadal była ciepła i nadawała się do wypicia. Zapachniało domem, miłością i całkiem dobrym życiem. W dzień jego 40. urodzin rozmawialiśmy. Szybko i krótko, bo trzeba do pracy, bo Mała właśnie próbuje się zabić, startując z parapetu w dół na główkę. W biegu, ale rozmawialiśmy. O tym, że pieniędzy mogłoby być więcej i problemów mniej, czasu więcej i chwili oddechu, ale dobrze jest jak jest w zasadzie.

Nie udało mi się zorganizować żadnej ekscytującej niespodzianki w okazji Jego 40-stych urodzin, mimo że chciałam. Zamiast Tajlandii był deszcz o 6 rano. Zamiast strzelającego szampana i dzikich tańców na stole, będzie tort orzechowy zjedzony z naszymi rodzicami i córkami. Wyspy Kanaryjskie będą musiały trochę zaczekać. Urocze toskańskie miasteczka jeszcze nas kiedyś zobaczą. Pojedziemy, pojedziemy, wszędzie tam pojedziemy. A póki co wystarczy na chwilę przestać się irytować i frustrować i oczy momentalnie otwierają się szerzej. Jak na chwilę przestaje się uparcie myśleć o tym, czego się nie ma, zamknie się zrzędzącą, skrzywioną twarz i rozejrzy uważnie dookoła, pooddycha się głęboko, to można dostrzec rzeczy tysiąc razy ważniejsze od Tajlandii.

Ja dzisiaj w dzień Jego 40. urodzin dostrzegłam Tatę w kilku kropkach i kreskach. Miłość w obrazku rysowanym o 6 rano. Miliony mikrotęcz na kuchennym oknie. Wszystkiego najlepszego w cynamonowych grzankach. Dzisiaj mam dla Niego tylko dwa życzenia. Żebyśmy byli zdrowi. I żeby ten deszcz o 6 rano w dzień Jego urodzin padał zawsze na nasz wspólny dach.


A na 50-tkę Tajlandia ;)




104 komentarze:

  1. Zycze duzo zdrowia i szczescia dla Niego ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Samych radości zdrowia szczęścia i miłości życzę :***

    OdpowiedzUsuń
  3. Heh, tak jak Ty Tajlandię obiecujesz co 10 lat, tak ja co roku obiecuję sobie w rocznicę ślubu, że pojedziemy w podróż poślubną :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie my w podróż poślubną pojechaliśmy na porodówkę, także tego... ;)

      Usuń
  4. Te grzanki cynamonem są dużo ważniejsze niż Tajlandia :) JR

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystkiego najlepszego na 40.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jej chyba tata był zadowolony z tej laurki, a urodziny w gronie rodzinnym to jest najlepsze co może być, super w biegu spędzony czas mamy, oby na 50 udało się z wyjazdem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby ;) A jeśli się nie uda, to przesuniemy na 60-tkę ;)

      Usuń
  7. Piękny wpis. Spełnienia marzeń dla jubilata!

    OdpowiedzUsuń
  8. Wszystkiego najlepszego, spełnienia najskrytszych marzeń
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
  9. Co tam Tajlandia wobec takiego ogromu miłości:)
    Cudnie opisałaś urodzinowy poranek. Skąpany w deszczu a przecież z milionem tęcz...
    Niech Wam się spełnią te dwa ostatnie życzenia, o których wspominasz - wtedy będzie dobrze...

    OdpowiedzUsuń
  10. Faaaajnie piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny post, bardzo miło się takie wpisy czyta, pełne miłości i zaufania. Zdrowia dla całej rodziny, to najważniejsze :) Pozdrawiam, Aleksandra z bukku-recenzje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Wszystkiego najlepszego dla męża :-) Byłam na Wyspach Kanaryjskich i w toskańskich miasteczkach ale najważniejsze nie są miejsca tylko najbliżsi. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieważne gdzie, ważne z kim :) Dzięki w imieniu męża :)

      Usuń
  13. Świetnie napisane. Chciało by się czytać i czytać, a tu koniec. Spełnienia marzeń Wam obojgu.

    OdpowiedzUsuń
  14. Cudowny wpis... Jak ciekawy, poetycki rozdział jakiejś dobrej na jesień książki. Czyta się tak, jak pije dobrą herbatę - jednym duszkiem. To przyjemność zaglądnąć do takiego świata i na chwilę w nim osiąść. Sto lat dla NIEGO :) Niech ta Tajlandia WYPALI. Pozdrawiam ciepło. Magdalena Michalak

    OdpowiedzUsuń
  15. Mega. Mnie czeka 40 za 4 lata. Ciekawe co będę robił na moje urodziny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Same fajne rzeczy z fantastycznymi ludźmi :) Albo pojedziesz do Tajlandii ;)

      Usuń
  16. Tak trzymaj ;)
    Zapraszam do siebie ;) http://kerolweber.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. piękny wpis i piękne zdjęcie :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Rety. Wzruszyłam się:) Pięknie piszesz. Wszystkiego dobrego dla Was

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje wzruszenie to dla mnie najlepszy komplement, dziękuję :)

      Usuń
  19. Jak to się dobrze czytało. Piękny tekst. Spóźnione życzenia dla Taty. I trzymam kciuki za Tajlandię... <3 Magda z sasanki.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  20. Jeju jak ty pięknie piszesz ♥ Mega post!! Super ta laurka :D
    Pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
  21. Ajajajaj jak mi się dobrze tutaj czyta u Ciebie :) JR

    OdpowiedzUsuń
  22. Kocham twój styl pisania
    A dla Pana taty życzę wszystkiego najlepszego.

    OdpowiedzUsuń
  23. Przesympatyczny wpis, bardzo miło czytać <3

    OdpowiedzUsuń
  24. Wszystkiego najlepszego i wielu słonecznych, jak też deszczowych dni. :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Gratuluję, a plany na kolejne poważne urodziny całkiem fajne.

    OdpowiedzUsuń
  26. I znów zmiana kodu kreskowego na 4 z przodu. Wszystkiego najlepszego, a przede wszystkim miłości i zrozumienia - resztę sobie kupicie.

    OdpowiedzUsuń
  27. Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Wam realizacji tych planów i marzeń :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Wszystkiego najlepszego i życzę wszystkiego co najlepsze.

    OdpowiedzUsuń
  29. Takie wpisy pozytywnie nastrajają. Wszystkiego co najlepsze dla solenizanta i dla całej rodziny 😃 pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  30. Pięknie ujęte. Życzę zarówno Tobie jak i tacie wszystkiego co najlepsze.

    OdpowiedzUsuń
  31. Świetny wpis. Wszystkiego najlepszego ☺

    OdpowiedzUsuń
  32. Dobry wpis :) doceniajmy to co mamy :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Tajlandia jest przereklamowana; grzanki lepsze! ;)

    OdpowiedzUsuń
  34. Dla mnie tort orzechowy to cudowna sprawa :)
    Najlepszego dla jubilata!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tort orzechowy kasuje Tajlandię :)) Dzięki :)

      Usuń
  35. Ważne urodziny :-)
    Wszystkiego najlepszego w życiu ,
    oby Wam się dobrze układało i żebyście zdrowi byli...
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  36. 40 urodziny! Zaraz również moje! Za 13 lat tylko..:) Najlepszego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jeszcze masz trochę czasu ;) Dzięki :)

      Usuń
  37. Wszystkiego najlepszego! Najważniejsze z kim się spędza urodziny, a nie gdzie. :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Nie jest ważna żadna Tajlandia, Włochu czy Karaiby. Najważniejsze jest to by w taki dzień być razem. Jak widać Wam się udało. Wszystkiego najlepszego dla Jubilata!

    OdpowiedzUsuń
  39. Zdrówka i miłości :)
    Tajlandia brzmi świetnie.
    Pozdrawiam!

    lublins.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  40. Najpiękniejszą rzeczą jest cieszyć się tym co tu i teraz i sobą na wzajem. Wszystko inne poczeka!

    OdpowiedzUsuń
  41. Pięknie napisane! Ile emocji zawartych w słowach:)

    OdpowiedzUsuń
  42. Mój partner też ma urodziny we wrześniu, a do tego jeszcze nasza rocznica. Co prawda o Tajlandii nie myślę, ale może chociaż Kraków.

    OdpowiedzUsuń
  43. Przepięknie to ubrałaś w słowa...

    OdpowiedzUsuń
  44. Po deszczu przychodzi słońce a mieszając się dają tęcze... Był deszcz na dworze, słońce w waszych sercach i tęcze w kuchni... :-).
    Ps. Rysunek superowy a Tajlandia nie ucieknie :-)

    OdpowiedzUsuń
  45. Tort orzechowy zjedzony z najbliższymi? Czego chcieć więcej?! :)

    OdpowiedzUsuń
  46. Podobno życie zaczyna się po 40! Wszystkiego najlepszego dla jubilata :)

    OdpowiedzUsuń