czwartek, 23 listopada 2017

"mamo połóż się obok mnie"

Pierwsze co następuje to katar. Taki katar, że ja, stara baba, zaprawiona w katarowych bojach, odpadam.  Sorry batory, ale moja głowa nie jest w stanie wymyślić nic sensownego. A nawet nic jakiegokolwiego, bo katar morderca skutecznie przysłonił mi rozsądne postrzeganie otoczenia. Na pierwszy plan wysuwa się nos niczym wielki czerwony kartofel, załzawione oczy i bezsenna noc, bo primo- kro przeżył katar gigant, ten, secudno-  moje dzieci również chorują. W razie, gdybyś nie zdawała sobie z tego sprawy, to niniejszym informuję, że dzieci z katarem nie sypiają. Wcale. Także tego... no jest pogrom... co tu będzie ściemniać, że nie ma. Armagedon istny. Ja nie z tych instamatek, które przy chorobie wyglądają jak milion dolców i nawet chorują in style. O nie nie nie. Ja to ja. 

Poza tym ja jakoś się ogarnę, ale chore dzieci plus chora ja to już nieco za dużo nawet jak na mnie. Nie żebym się jakoś tutaj specjalnie skarżyła, ale, kochana, spróbuj zajmować się dwójką zaskarkańców samej będąc chorą. Hardcore na wypasie rzekłabym. Nastawiona jestem na tryb "mamo boli mnie gardło", "mamo zimno mi", "mamo daj mi pić", "mamo przytul", "mamo podrap", "mamo poczytaj", "mamo chodź", "mamo osmarkałam kołdrę", "mamo tata na mnie krzywo patrzy", "mamo to", "mamo tamto"... Mam wrażenie, że chorujące dziecko z każdym kolejnym kichnięciem uczy się nowego unikalnego pierdyliarda możliwości użycia słowa "mama".  Biegam więc od jednej zasmarkanej do drugiej, po drodze łykając aspirynę na ból głowy, racząc się garściami witaminy C oraz środkiem na zbicie gorączki. Bo przecież nie jest mi dane wyleżeć przeziębienie tak jak należałoby. Nawet, jeśli Tata mówi- "połóż się na chwilę, odpocznij, ja się nimi zajmę", to tak się nie da po prostu, bo to "mamo, połóż się obok mnie" nie daje spokojnie chorować w zamkniętym pokoju. Dwa zachrypnięte dziecięce głosy wbijają się w mój zakatarzony do granic możliwości mózg i zamiast odpoczynku, mam drgawki nerwowe, że one tam mamę wołają, a mama sobie leży. Mamie chorować nie wolno, bo bez mamy wszystko się wali, a świat dwóch małych zakatarzonych dziewczynek wali się na pewno. 

Czasami wracam wspomnieniami do chorowania w dzieciństwie i w takich chwilach jak dzisiaj brakuje mi tego ogromnie. Chorowało się zawsze w łóżku rodziców w największym pokoju z dostępem do telewizora i do babci, która obok w kuchni gotowała obiad. Co chwilę przychodziła a to poduszkę poprawić, kołdrę wygładzić, dodatkowym kocem zmarznięte stopy okryć. Na stołeczku obok łóżka stawiała cały świat. Czego tam nie było. Lekarstwa, termometr, chusteczki, zapasowe baterie do walkmana- wtedy, te dwadzieściaparę lat temu szczytem marzeń był różowy walkman i ja ten szczyt osiągnęłam na dziewiąte urodziny ;) Termofor w gorącą wodą szykowała, żeby dreszcze tak nie męczyły, bańki najlepiej na świecie stawiała i takie historie opowiadała, że żadna gorączka ani kaszel nie miały znaczenia. A kiedy rodzice wracali z pracy, to najpierw burę od niej dostawali, że lecą do mnie prosto z dworu tacy zimni i w brudnych butach jeszcze. Mama książeczki z biblioteki przynosiła i cały wieczór potem mi czytała. Nie narzekała i nie marudziła tak ja teraz, a jak już, to tak, żebym nie słyszała. A pewnie i miała powody do narzekania, bo sporo pracy do domu przynosiła i potem światełko przy kuchennym stole paliło się do czwartej nad ranem. Dzisiaj już wiem dlaczego... Ciągle ktoś przykładał mi rękę do czoła, żeby sprawdzić czy gorące, po głowie głaskał i herbatę z miodem z wujkowej pasieki donosił. Wtedy to ja wołałam "połóż się obok mnie" i wtedy to moje wołanie najważniejsze na świecie było.

Tak jak dzisiaj najważniejsze jest dla mnie. 


A za oknem takie cuda się porobiły. Świat posypany solą zawsze wprowadza mnie w dobry nastrój. To jeszcze nie prawdziwy śnieg, ale moje córki, ofiary masowej popkultury, chcą lecieć takie zakichane na dwór i lepić Olafa. OLAFA, czujesz to?? Za moich czasów lepiło się bałwana... ;) Odpalam miliony lampek w domu, nastawiam ciasto na piernik i od rana do wieczora męczę Michaela Buble. Chyba już mogę, prawda? :)

17 komentarzy:

  1. Zdrówka dla Was! A zdjęcia piękne! I czy ja dobrze widzę, że Wy też macie drewniany dom? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne zdjęcia... chciałabym mieć taki widok :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Swietny post! Tylko czekac az moj zacznie mowic mama przytul mama daj mama to i tamto 😂

    OdpowiedzUsuń
  4. Pozostaje tylko życzyć szybkiego powrotu do zdrowia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pozostaje tylko życzyć szybkiego powrotu do zdrowia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przepiękne zdjęcia, i bardzo wzruszający tekst :)
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
  7. Śniegu nie widziałam juz od dawna :)
    Co do chorowania....jak tylko córka zaczyna smarkać ja ładuję w siebie końskie dawki witamin, bo jak ja złapię to leżę i kwiczę :( Od czasu narodzin corki mam słaba odporność!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to samo. Zarażam się od moich córek wszystkim....

      Usuń
  8. Kiedyś to były kompletnie inne czasy :) Życzę wam wszystkim zdrówka :)
    Piękną macie zimę :)

    OdpowiedzUsuń