wtorek, 15 sierpnia 2017

stop klatka. balony.

Balon dzisiaj leciał nad moją głową tak nisko i tak powoli, że widziałam każdy jeden najmniejszy detal, kosz wiklinowy o grubym splocie, dwóch postawnych chłopa w mocno odblaskowych neonowych żółtych bluzach. Machali do mnie, podskakiwali radośnie, coś krzyczeli. Wielkie lornetki mieli uwieszone na szyjach, a może to aparaty fotograficzne były? Nie wiem. Te worki dyndające na bokach kosza bujały się w tę i wewtę i nawet przez chwilę zastanowiłam się czy nie bujają się odrobinę za mocno i czy mi nie spuszczą ich na łeb przypadkiem. Bo znając moje szczęście... Albo gorzej! Co tam mój łeb Na trampolinę dzieciaków albo jezusmaria na piaskownicę, bo łeb jakoś przeżyję, a dzieciaki swoich zabawek to już tak nie bardzo. No zawyją się na amen. Jak bum cyk cyk. Ale nie. Nie spuścili nigdzie. Ani na łeb, ani na trampolinę, ani na piaskownicę. Ani na żadne inne istotne ogrodowe akcesoria. Przelecieli, wesoło w tym koszu podskakując, usilnie starając się coś tam spod tych chmur do mnie wykrzyczeć, ino brzozę dołem kosza zahaczyli. Brzoza duża jest, wyższa niż dom, to i na drodze im stanęła. Zabujała się, zadyndała, przygięła do ziemi nieco, ale zaraz znowu odskoczyła w górę i pięknie się wyprostowała. Jakby nic się nie stało. Wiadomo, brzoza to brzoza, mało takich elastycznych drzew jest. Przygniata ją wielkie jak dom balonisko, a ona bez ani jednego uszczerbku, jakby chwilę temu nie była zgięta w pół i przyciśnięta koroną do ziemi. Chciałoby się być taka brzozą czasami. Zgniotą cię, wytarmoszą, wyszarpią, a ty dalej niezniszczalny...



No ale ten balon... Narobiłam tych zdjęć jak tak leciał, ale myślę sobie "zaraz, zaraz, chyba gdzieś niedaleko będzie lądować, to zlecę szybko z piętra do ogrodu, co by lepsze widoki mieć i lepsze zdjęcia porobić". Bo musisz wiedzieć, że ja tak z okna sypialni te zdjęcia robiłam, do pół wystawiona przez to okno, z aparatem przy twarzy, że ja się nie zabiłam tam... No ale lecę. Piętro niżej. 30 sekund może mi to zajęło. Jak już zleciałam, balona nie było. Rozpłynął się dosłownie. Nie że go UFO porwało, czy że zniknął, bo czarodziejski był. Nie, nie (chociaż jak tak leciał 2 metry nade mną, to miałam takie wrażenie). Pewnie wylądował gdzieś za drzewami. A mogłam stać w tym oknie i patrzeć do samego końca, głupia, to nie! Zachciało mi się lepszych ujęć. Zdjęcia życia mi się zachciało! Już już chciałam kalosze na nogi wciągać i przez te krzaczory przerośnięte, przez chaszcze i gąszcze pełne kleszczy czyhających na moje gołe łydy,  z aparatem na szyi się przedzierać, po te zdjęcia, co je takie cudne z bliska mogłabym zrobić! Ale myślę sobie, że co ja będę lecieć jak głupia jakaś, co to balona w życiu z bliska nie widziała... Jeszcze sobie pomyślą, że szurnięta jaka.. No ale ja faktycznie żadnego balona z bliska nie widziałam, no! A chciałabym... Poza tym co ja w ogóle mówię, gdzie ja chcę lecieć, przede wszystkim- dziecko mi śpi na górze w swoim łóżeczku i gdzie ja je samo zostawię... I już miałam iść do domu, kiedy spojrzałam w górę. Ale tak spojrzałam, rozumiesz Ty mnie, jak na filmach. W zwolnionym tempie, pełne skupienie na twarzy, czujny wzrok i (tutaj powoooooli) podbródek jedzie w górę iiiiiii..... całe niego w balonach! Łoooojej!

 
Lecieli tak sobie powoli, coraz niżej i niżej, pewnie lądowisko mieli niedaleko, raz po raz puszczali ogień w te balony i wtedy takie "szuuuuuu" i "fuuuuur" głośne na całą okolicę było słychać. Machali rękami, coś krzyczeli, śmiali się i te ich śmiechy spod chmur rozlewały się na całą moją wieś i  okolicę. Zupełnie jakby inny świat był tam na górze. Tak inny od tego mojego. I jak tak stałam z buzią szeroko otwartą jak dziecko, które pierwszy raz w życiu prezenty pod choinką zobaczyło, patrzyłam na te balony, odprowadzałam wzrokiem każdy z nich, to wtedy właśnie mi się uruchomiło. Bo wiesz, nie wiem czy też tak masz, ale wystarczy mi jakaś jedna chwila, jedno zdarzenie, jakiś błysk, przelotna myśl, dźwięk, zapach. Wystarczy mi ułamek sekundy zaledwie. Robi mi się wtedy w głowie stop klatka i zaczyna mi się myślić. Wyświetla mi się, pisze się i dzieje. I tak mi się pomyśliło, że ja bym też poleciała. Ale jak ja bym poleciała!! JAK JA BYM POLECIAŁA!! Tym balonem kolorowym jak tęcza, wielkim takim, co to robi szuuuur i fuuur, jak ogień w niego posyłają, tak wysoko bym poleciała aż pod chmury, z tym facetem z lornetka na szyi w tej żarówiastej bluzie, ludziom którzy z aparatami w dłoniach stoją pode mną bym machała i dłońmi chmury do słoików na później zbierała. Żeby mieć trochę nieba na ziemi. Na zapas sobie wezmę.



Bo jak to jest, wytłumacz mi proszę, że kobieta potrafi tak o sobie zapomnieć? Odłożyć siebie na później? I dopiero niebo zasnute balonami, szum wypuszczanego ognia i tuzin chłopa w żółtych kombinezonach machających do niej spod chmur jej o niej samej przypominają? O tym, że ona nigdy do tej pory nie poleciała tak naprawdę. Nie oderwała się od ziemi nawet na chwilę. Mimo że bardzo tego chciała. Zawsze było coś ważniejszego od jej latania. Zawsze cudze chmury były bliżej niż jej własne. I tak to właśnie wygląda. Jesteś tu i teraz. W tej właśnie chwili. Dzień, noc, śniadanie, obiad, kolacja, płacz i śmiech. Nie zastanawiasz się nad sobą. Nie analizujesz. Nie myślisz. Po prostu jesteś. Cieszysz się małymi rzeczami. Poranną kawą po nieprzespanej nocy i wieczorną gorącą herbatą z sokiem, kiedy za oknem szaleje śnieżyca. Przytulasz, wycierasz nosy, podajesz syrop, opatrujesz rozbite kolana, ocierasz łzy. Myjesz podłogę, zaplatasz warkoczyki, układasz kwiaty w wazonie, wrzucasz warzywa na zupę do największego garnka. Czytasz szósty raz tego wieczoru o piesku, który wciąż chichotał i nalewasz soczek do kubka na noc. Doceniasz. Że dzieci zdrowe. Że mąż. Że wszyscy są. Że zupa na piecu bulgocze. Że kot mruczy. Że książka w dłoni i że czas na tę książkę jest.


Czasami tylko jak w zwolnionym tempie podnosisz głowę do góry i widzisz, że nad twoją głową przelatują balony.

52 komentarze:

  1. Czekałam na twój wpis. :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. chciałem się wybrać na to, ale dopiero w niedzielę auto odebrałem..;/ następnym razem. Fajnie piszesz. Lubię luźny styl. zajrzę czasem.. chyba, że mnie jakiś piorun jebnie, albo coś gorszego..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tfu, odpukać ;) Zaglądaj, będzie mi miło.:)

      Usuń
  3. Dobry wpis, przyjemnie się czyta ten tekst.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudnie odpisałaś sytuację! zdjęcia równie cudne!

    OdpowiedzUsuń
  5. Chciałabym kiedyś właśnie lecieć na takim balonie, ale mam lęk wysokości:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też o tym marzę. Lęku wysokości nie mam, ale mam okropną hydrofobię, więc rozumiem ;)

      Usuń
  6. Extra! U nas tydzień temu nad naszym blokiem leciał balon. Wyszłam z synkiem i podziwialiśmy. Ale miał radochę. Nacykalam kilka zdjęć i nagrałam krótki filmik. Chciałabym kiedyś polecieć balonem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Masz niesamowitą lekkość pisania. Nieważne czy piszesz o ważnych sprawach czy o balonach. Świetnie się ciebie czyta:-) JR

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja nigdy też nie widziałam z bliska takiego balonu. I pewnie wzięłabym dzieci pod pachę jako pretekst, żeby się jednak przedrzeć przez te krzaki :), że niby one ciekawe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby nie to, że mi dziecko spało, to pewnie bym tak zrobiła ;)

      Usuń
  9. Super ! :-) zazdroszczę chciałabym aby nad moją głową tak latały balony ! :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Super wpis! A zdjęcia jeszcze lepsze 💕

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale fajny wpis i cudne zdjęcia - ja tak stałam z zadartą głową dwa lata temu i cykałam, cykałam, cykałam... bez opamiętania ;) lubię patrzeć na balony, ale chyba bałabym się wsiąść do środka i dać się unieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, takie stado balonów robi wrażenie nawet na nas, dorosłych :) Ja niby trochę się boję, ale chcę, chcę!! :)

      Usuń
  12. Zawsze chciałam polecieć balonem i obiecuje sobie, że nigdy nie zapomnę o tym marzeniem :)

    Wpis wspaniały, ale trochę smutno mi się zrobiło jak czytałam. Wiadomo, że docenianie małych rzeczy jest niezwykle ważne, ale z marzeń też nie wolno rezygnować. Mamy tylko jedno życie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego teraz włączyłam tryb - realizacja marzeń mode on;)

      Usuń
  13. super zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  14. Balony to niezwykłe statki latające, 2 lata temu byłem na Balonowych Mistrzostwach Polski w Nałęczowie, było to niezwykłe doświadczenie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam takie małe mistrzostwa nad swoją głową ;) swoją drogą faktycznie tego dnia w mojej okolicy jakieś balonowe pokazy się odbywały.

      Usuń
  15. Prześledziłam kolejny wpis i jestem zauroczona. Tobą, Twoim sposobem na życie, Twoim talentem, by nie tylko pisać o życiu, ale też to życie trzymać w ryzach, a jak braknie Ci sił to... pieprznąć wszystkim, ale też w nietuzinkowym stylu. Uwielbiam! Po prostu uuuuwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niesamowite ile radości może wywołać jeden komentarz :)) Dziękuję!

      Usuń
  16. Bardzo przyjemny wpis, zdjęcia cudowne takie kolorowe! 😍

    OdpowiedzUsuń
  17. Doskonałe zdjęcia! Nigdy nie widziałam balonów na żywo z tak bliska ;)
    Pozdrawiam ciepło! :)

    OdpowiedzUsuń
  18. cudze chmury bliżej niż własne - no ładne to

    OdpowiedzUsuń
  19. cudowne :) bajkowe:) i mega romantyczne :)

    OdpowiedzUsuń
  20. życzę Wam zdrowia szczęścia i wiele miłości

    OdpowiedzUsuń